Bezdzietnie szczęście – kiedy instynkt macierzyński milczy

Linia specjalna

Bezdzietnie szczęście – kiedy instynkt macierzyński milczy

Egoistki, nieszczęśliwe stare panny,  karierowiczki, wygodnickie i leniwe wieczne dziewczyny. To słyszą, wprost lub za plecami bezdzietnie kobiety. Bezdzietnym małżeństwom obrywa się mniej, tym się częściej współczuje. Posiadanie dzieci jawi się jako obowiązek – ich brak, z wyboru, ustawia delikwentów na bocznym torze straconych dziwaków.

 

Macierzyństwo, jak poczęcie i poród jest kwestią intymną. Dzieje się w najbardziej subtelnej sferze życia kobiety. Fizycznej i psychicznej. Decyzja o posiadaniu dziecka jest najbardziej osobistą. I nikogo z osób postronnych nie powinno to obchodzić. Trudno matkom i ojcom zrozumieć, że ktoś decyduje się na nieposiadanie dzieci. Naciskają rodzice, dziadkowie i ciocie. Kiedy doczekam się wnuka, chciałabym doczekać prawnuczki. Muszę komuś zapisać domek, akordeon, nazwisko itd. Stawiani pod ścianą oczekiwań, dziedziczenia, obyczajów i tradycji wiją się pod gradem  pytań i oczekiwań. A przecież, nie każdy chce mieć dzieci. Nie każda kobieta, nie każdy mężczyzna, nie każda para. Z całą świadomością odrzucają myśl o dzieciach.  Nie chodzi o trudności w zajściu w ciążę i walki o poczęcie. To zupełnie inna sytuacja, która także intymna i delikatna wiąże się jednak z takimi samymi reakcjami. Bez względu na przyczynę braku dziecka, otoczenie nie pozostaje obojętne.

Milczący zegar

Są kobiety, które nie czują instynktu macierzyńskiego. Nie mają potrzeby wychowania dziecka,  są też mężczyźni, którzy nie marzą o przedłużeniu linii. Bliskim pozostaje uszanować i zaakceptować. Tak jest i już.  Bezdzietnym kobietom jest trudno. Otoczenie współczuje, ponagla, dziwi się, kpi i obraża. Co bardziej życzliwi udzielają rad. Na starość będziesz sama jak palec, komu zostawisz majątek, nikt ci szklanki wody nie poda. Nie musisz mieć męża, machnij sobie dziecko, będziesz miała dla kogo żyć. Zobacz, ja wychowuję sama i jestem szczęśliwa. To nienaturalne żeby zdrowa kobieta nie chciała mieć dzieci. Na pewno zmienisz zdanie. Dają do potrzymania swoje kwilące skarby, komentując, że im do twarzy, że pasuje, że byłaby wspaniałą matką itd. Dziecko nadaje sens życiu – przekonują przy każdej okazji. Nie każdej i nie każdemu, bo w bezdzietności postanawiają zostać także mężczyźni. Tylko, że im nie wytyka się tego „błędu”. Na cenzurowanym są kobiety. Jakby macierzyństwo było obywatelskim obowiązkiem, który trzeba wypełnić. Wobec społeczeństwa, rodziny, środowiska, narodu,  ojczyzny(!) i czego tam jeszcze. Bezdzietne, z wyboru, kobiety jawią się nieczułymi maszynami do robienia kariery. Krótkowzrocznymi imprezowiczkami albo zaciekłymi obrończyniami zwierząt, karmiącymi bezpańskie koty. Odmawia się im prawa o decydowaniu o swoim życiu. To obraza i dziwactwo pozbawiać się cudownego składnika jestestwa.

Brzuchy i brzuszki

Bezdzietność jest sferą, którą bezceremonialnie przekraczają niemal wszyscy. Z tzw. życzliwości, wścibstwa, mniej lub bardziej świadomie. Okrutnie i zwyczajnie po chamsku. W kolorowej prasie opisującej celebrytów nie ma ciążowego brzucha tylko brzuszek, nawet ten w ostatnim miesiącu. Każdy dodatkowych wyśledzony kilogram jest już brzuchem, fałdką i felerem. Ciąża stan błogosławiony, bezdzietność jest wyklęta. Nienaturalna i niezrozumiała. Bezdzietne, z wyboru, kobiety nie mają łatwo. Owszem, nie martwią się o śmierć łóżeczkową i kolki, przesypiają noce i nie mają pomazanych kredkami ścian, ale ich życie nie jest pasmem spokoju, kariery, picia wina i wycieczek po świecie. Niemal codziennie odpowiadają na pytania o dzieci,  kiedy, dlaczego nie mają, co się stało? Odpierają pełne dezaprobaty spojrzenia. Paradoksalnie, decyzja i nieposiadaniu dzieci jest trudniejsza, niż ta o przyłączeniu się do sztafety prokreacji. To świadomy wybór kobiet, w którym odważnie trwają. Nie ulegają presji i słono za to płacą. Matki przyjaźnią się z matkami. Nie masz dzieci, nie zrozumiesz, będziesz miała swoje to zobaczysz itd. W pracy dostają urlopy we wrześniu i październiku, częściej zostają po godzinach, są obsadzane na świątecznych dyżurach. Argument: dzieci ci w domu nie płaczą. Płacze poczucie sprawiedliwości. Płacze podkopywane poczucie wartości, które mierzy się posiadaniem potomstwa. Absurdalne poczucie wyższości matek nad niematkami trwa od zawsze. Nie ma tolerancji dla świadomego niemacierzyństwa.

Szkodliwa pustka

Presja jest naprawdę duża. Do rodzenia namawiają bliscy, politycy, przyjaciele, sąsiedzi. Prawdziwa rodzina to dwa plus minimum jeden. Bezdzietne małżeństwa nie są traktowane jako pełne, samotne kobiety bez dzieci trafiają na sam dół piramidy człowieka. Mężczyzna, który nie ma nawet i pozamałżeńskiego dziecka jest podejrzany i pewnie impotent albo homo-nie-wiadomo. Nie masz dzieci, nie masz racji. Skoro wolisz wolność i karierę to cię wykluczymy. Bezdzietna, samotna kobieta to także zagrożenie dla małżeństw i związków. Poluje na cudzych mężów.  Coś jest z nią nie tak. Trudno żyć ze stygmatem bezdzietnej dziwaczki, tej która woli psy od dzieci. Prędzej  wybaczamy bicie niż nieposiadanie dzieci.

Brak dzieci nie może i nie jest wyznacznikiem wartości kobiety. To nie macierzyństwo stanowi o jej wrażliwości, empatii, inteligencji, pracowitości, mądrości, ofiarności i w końcu człowieczeństwie. Miej dzieci i pozwól nie mieć – tylko tyle. A może aż tyle?