Co zrobić by nie płakać…

Linia specjalna

Co zrobić by nie płakać…

Łzy to naturalna reakcja człowieka i póki są to  znak, że z Pani emocjami nie jest najgorzej. Powstrzymywanie smutku, trzymanie go na uwięzi może zrujnować psychikę i spustoszyć wszelkie relacje, także z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi. Odradzam bycie silną za wszelką cenę, bo płacz wewnętrzny i tak zostaje. Proszę się źle nie oceniać, nie wyrzucać sobie, że taka słaba i do niczego bo  partnera to drażni. Partner musi wiedzieć, że Panią rani i krzywdzi. I znowu dochodzimy  do jasnych i prostych przekazów: powiedzieć co i jak. Owszem, zdarzają tacy ludzie, którzy uwielbiają doprowadzać do łez by potem te łzy wyśmiewać czy tępić, ale i to da się niejako naprawić. Na początek proponowałbym wypłakać się do syta a potem powiedzieć partnerowi. Dać czas i szansę na poprawę . Na pewno nie obwiniać siebie i nie stawiać w roli ofiary, tylko zawalczyć o uśmiech i poczucie własnej wartości.

Jak obronić się przed atakami….

Czasami faktycznie najlepszą obroną jest atak, czyli lustro, wet za wet itd. Tu chyba jednak nie zadziała, skoro Pani wie co ją krzywdzi i rani, wie kiedy i na co będzie atak to się zabezpieczyć, okopać emocjonalnie i przyjąć rolę kaczki po której spływa woda. Można też po ataku, spokojnie ( na ile się da) wytłumaczyć, że te słowa już działają, nie trafiają do celu. Trzeba wtrącić agresorowi argument z ust. Jeżeli brak Pani siły by się temu przeciwstawić proszę poszukać wsparcia u przyjaciół albo nawet terapeuty.

Powiem wprost….

W tym momencie nie ma Pan praktycznie żadnego ruchu, ale można zaproponować żonie na początek rozmowę(tylko rozmowę) z terapeutą albo kimś zaprzyjaźnionym o możliwości terapii indywidualnej. Do AA  i terapii grupowej trzeba dojrzeć i faktycznie nie każdy alkoholik jest na to gotowy i to jest zrozumiałe. Przypuszczam, że żona może się też wstydzić picia, ale i na to są sposoby hak chociażby terapia w innym mieście. Wymuszanie obietnic nie ma sensu, ani groźby ani prośby. Dobrze jest wykazywać żonie skutki jej picia i mieć przy tym kogoś kto by to potwtierdził. „Tak, nie odebrałaś dzieci”, „tak spaliłaś garnek i zadymiłaś cały dom”, „tak, prowadziłaś po pijaku”, „talk zasnęłaś przed urodzinami córki i nie wstałaś do rana”, „tak, unikasz spotkań, masz napady złości i furii”, „tak, jesteś nieobecna duchem” itd. 

Mam pytanie o wskazówkę…

Depresja może być spowodowana, uwolniona traumatycznym przeżyciem  i w przypadku pani Mamy tak pewnie było. Antydepresanty można i trzeba nawet brać przez kilka lat. Nie martwiłbym się więc że bierze leki przeciwdepresyjne. Nie wiem, czy te i leki nasenne przepisał Mamie psychiatra czy lekarz rodzinny. Czy Mama jest pod opieką psychiatry czy chodzi tylko do „wypisywacza recept”. Przy depresji wsparcie rodziny jest ważne, ale nie może zastąpić farmakologii. Radziłbym zasugerować mamie rozmowę z psychiatrą, zwłaszcza w sprawie leków nasennych, których zażywanie mogłoby znaczyć, że antydepresanty są źle dobrane i Mama woli uciekać w sen. Trudno mi bez rozmowy z Pani Mama orzec, ale wizyta u psychiatry lub na początek u psychologa jest raczej nieunikniona.