Koniec wakacji to nie koniec świata – jak z uśmiechem powitać szkołę

Linia specjalna

Koniec wakacji to nie koniec świata – jak z uśmiechem powitać szkołę

Sierpień zmierza do finału. Wkrótce rozpocznie się nauka. Nie ma co kryć, to trudny czas dla uczniów, rodziców i  nauczycieli. Poranne wstawanie, odrabianie lekcji. Sprawdziany, dyktanda, oceny. Jak w miarę bezboleśnie przestawić się z trybu beztroski na obowiązkowy? Powoli.

Wypoczynek jest sztuką, ale jeszcze trudniejszy jest powrót do pracy i szkoły. Im dłuższy wypoczynek tym większa niechęć i poczucie krzywdy. Znowu  ta głupia szkoła, żeby tak wakacje trwały tyle ile nauka, a nauka tyle co wakacje. To marzenie uczniów nigdy się nie spełnia. Po tygodniach laby trzeba znowu wdrażać się w szkolny kierat. Dzieci się złoszczą, rodzice się denerwują. Wrzesień jawi się jako zagłada krainy szczęśliwości. To naturalne, ale trzeba jakoś przejść. W lepszej sytuacji  są pierwszaki. Podekscytowane, niecierpliwie skreślają kratki w kalendarzu. Skompletowane plecaki, piórniki, dobrane zeszyty, wybrane pudełka na drugie śniadania –  nic tylko biec do szkoły. Gorzej mają starsi, którzy już wiedzą, że szkoła, nie jest pasmem  radosnych przerw, pogaduszek z rówieśnikami, fascynujących lekcji o świecie, sprawiedliwych ocen i przyjacielskich spotkań. Szkoła to krew, pot i łzy. Nuda, poranne wstawanie, spotkania z nielubianymi ludźmi, wymagania, stawianie czoła dręczycielom, słuchanie nauczycieli i te wszystkie, nikomu niepotrzebne, durnoty. Pojawia się bunt, niechęć, smutek czasem agresja i udawanie choroby. Wszystko byle nie odwlec pójście do  szkoły.

Przygrywka, nie prysznic

Najczęściej popełniany błąd to wykorzystywanie wakacji do ostatniej godziny. Ostatni wieczór kończy się  tradycyjnie bardzo późno, a brutalny poranek kasuje letnie radości. Wskakiwanie prosto z rozgrzanej plaży do lodowatego morza nie jest przyjemne. Skrajności nie są wskazane i nie przynoszą zbyt wielu korzyści. Dobrze byłoby więc do powrotu przygotować się wcześniej. Psychicznie i fizjologicznie. Sukcesywnie skracajmy czas kładzenia się do łóżka. Codziennie o pół godziny, tak by osiągnąć  czas szkolny. Na początku niech to będzie wcześniejszy powrót do domu. Potem czytanie w łóżku. Powróćmy do budzika, też w miarę powoli. Nawet jeżeli będą to kwadranse. Kluczem jest, niestety, systematyczność. Im wcześniej zaczniemy tym łatwiej będzie wstawać we wrześniu. Przestawienie fizjologicznego zegara snu i czuwanie to zawsze jest proces. Ale naprawdę warto. Taka przygrywka pomoże i dzieciom, i rodzicom. Bez kłótni, scen, polewania wodą, przepychanek, gróźb, negocjacji i porannych utarczek.

W przechodzeniu na tryb szkolny pomocne będą także same przygotowania do nowego roku szkolnego czyli zakupy. Nowy plecak, buty czy tylko nowy komplet mazaków czy ekierek może złagodzić powrót. Niektórym pomaga zmiana fryzury, sposobu ubierania się  czy wyglądu jako takiego. Dotyczy to nie tylko dziewcząt, ale i chłopców. Niektórzy przez trzy miesiące wyraźnie rosną, dojrzewają. Poznają nowych ludzi, spotykają się z  przeróżnymi sytuacjami, uczą się. To całkiem niezły kapitał początkowy którym można podzielić się z rówieśnikami z klasy, szkoły. I rzecz fundamentalna: rozmawianie.

Rozmowa i wsparcie

Szkoła, nie jest najwspanialszym miejscem na ziemi,  większość dorosłych  nie tęskni a szkołą i po cichu współczuje dzieciom, że musza się z nią zmagać. Nie powinno więc dziwić, że i uczniowie nie tęsknią. Ale od nas zależy, jak uczniom-dzieciom  będzie się żyło w szkolnej rzeczywistości. Nie udawajmy, że nie widzimy obaw i niechęci do szkoły. Nie zawsze wynika to z lenistwa, na które tak łatwo wszystko zrzucić. Owszem, wrzesień to nowe otwarcie, biała karta i nowe możliwości. Jednak kiedy nasze pociechy miały problemy z liczeniem, zapamiętywaniem, czytaniem czy uwagą, nie liczmy, że wrzesień zniweluje problemy. Jeżeli nie pracowaliśmy (chociaż trochę) z dzieckiem to  liczmy się z kłopotami, z którymi pomożemy się uporać. Zapewnijmy dzieci o naszym wsparciu i miłości.Bezwględnym. Stres przed szkołą wiąże się też z nadmiernymi wymaganiami rodziców. W tym roku już ci nie odpuszczę, mają być same piątki. Wezmę cię do galopu. Już ci tam wybiją z głowy fochy. Nie będę świecić za ciebie oczami na wywiadówkach. Niech nie będzie t o kampania wrześniowa ze szkolnym oflagiem, bo skażemy nasze dzieci na psychiczną porażkę. Ustalmy zasady, kiedy spanie, odrabianie lekcji, czas na gry na konsoli, komórkę itd. Już teraz można zaplanować, łagodzący weekend na jakichś wspólnych wypadach za miasto czy właśnie do miasta na zwiedzanie, szlakiem lodów czekoladowych. Ważne jest aby dziecko, nawet to licealne, nie wpadało jak polano do przerębla.

Kiedy ustalimy, że nie musi mieć samych piątek nie sprawimy, że sobie odpuści i będzie bimbało od semestru do semestru. Sprawimy, że będzie się uczyło i skupiało na tym co lubi najbardziej, co sprawia mu prawdziwą frajdę. Od humanisty zainteresowanego literaturą, filmem i polityką nie wymagajmy piątki z chemii czy fizyki, wiedząc, że zdolności i sympatii ku ścisłym nie ma.  Niech będzie dobre w swojej dziedzinie i czerpie z tego poczucie wartości. Jedną z najgorszych rzeczy, jakie fundują przeambitni rodzice to wbijanie dzieci w poczucie winy i niskiej samooceny. I apeluję: nie porównujmy! Nigdy.

 

Oceny to nie wszystko

Zadajmy sobie pytanie, jakie znaczenie ma trójka z  okropnego polskiego wobec czwórek i piątek w z geografii, która fascynuje i cieszy. Oceny są, w jakimś stopniu ważne, ale nie powinny jedynym wyznacznikiem człowieka. A nawet jeżeli nasze dziecko ma oceny przeciętne, jeżeli ma trójki, a jest dobrym, empatycznym i szczęśliwym to co? Uzależnimy naszą akceptację od piątki dopływów Wisły? Owszem, jeżeli wiemy, że stać je na więcej to mobilizujmy i motywujmy do pracy, ale umiejętnie i nie siłowo. Odpuśćmy sobie i dzieciom. Dajmy prawo do porażek i potknięć. Dajmy też szanse na zmierzenie się  konsekwencjami, dwóją za nienauczenie się wiersza ( miałeś cały tydzień na naukę), kiepskie wypracowanie (kopiuj wklej) itd. Dzieci same wiedzą i czują, że dwóje nie są przyjemne i same będą je poprawiać. Uff- sporo  przed nami ale na przekór wrześniowi i kasztanom na pewno się uda.

 

Jacek Pawłowski