Mama zabroni, tato pozwoli, kiedy rodzicom brak konsekwencji

Linia specjalna

Mama zabroni, tato pozwoli, kiedy rodzicom brak konsekwencji

Tak bywa w wielu rodzinach: zła matka i dobry ojciec. Albo na odwrót Jedno srogie, drugie łagodne. Matczyne zakazy uchyla ojciec. Zjemy hamburgery, ale cicho sza przed tatusiem. Mama nie musi wiedzieć, że jednak obejrzałeś film dla dorosłych. I więcej, twoja głupia mamunia nie wie co dobre, twój leniwy tatunio nie pozwala, my to zrobimy.

Wychowanie nigdy nie było łatwe i nigdy też nie będzie doskonałe. Wprowadzenie w  nieidealny świat idealnie przygotowanego człowieka jest jednak celem rodziców. To jak wprowadzają swoje założenia wymaga miłości, pracy, wiedzy, cierpliwości, pomysłowości, kompromisów i konsekwencji. I przede wszystkim współdziałania. Dobrze kiedy rodzice są w jednej drużynie. Bez podziałów na ocet i cukier. Na dobrego i złego. Owszem, różnice są potrzebne, ubogacają i urozmaicają związki. Jednak, kiedy różnice zdań przekładają się na postępowanie wobec dzieci pojawiają się kłopoty.

Dobry nieobecny kontra codzienny potwór

Najczęściej to matka jest przez większość czasu z dzieckiem. Od wczesnego dzieciństwa  przez dorastanie. Karmienie, sprzątanie zabawek, odrabianie lekcji, mycie zębów, wywiadówki, zajęcia pozalekcyjne, przedszkolne występy i występki na podwórku. Egzekwowanie porządku w pokoju, jedzenie brukselki, oglądanie bajek, malowanie twarzy keczupem, poznawanie kolegów i koleżanek, opatrywanie startych kolan, wybór butów, spodni, sukienek i korony księżniczki. Bywa różne, wiadomo. Ojciec, zazwyczaj nieobecny, zredukowany jest do tego, który zarabia na dom. Wraca z pracy, z delegacji czy kilkumiesięcznej harówki na końcu na świata  i wymaga żeby było czysto, porządnie i spokojnie.  Grzecznie i bez kłopotów, których ma dosyć w biurze, na budowie, plantacji, korporacji. Nie zajmują go drobiazgi związane z jedynką z przyrody, kłótnią o różową kredkę czy bałaganem w pokoju syna. Jest od rozmów na tematy lekkie i przyjemne. Daje kieszonkowe i zabiera na wycieczki za miasto czy do parku wodnego. Nie obchodzą go codzienne zakazy. Jego czas poświęcony dzieciom to święto. Są uśmiechy, prezenty, opowieści i dobre jedzenie.  Mama nie  pozwala na lody przed kolacją, ale dzisiaj zrobimy sobie święto. Każe spać o dwudziestej, niech sama się kładzie wcześnie, my sobie pooglądamy filmy. Co ta mama znowu wymyśliła? Oczywiście, że możesz jeździć sam rowerem po parku, jesteś już duża. I tak dalej. Ojciec jawi się jako dobry, wyrozumiały i fajny kumpel. Nie to co nudna, matka – policjantka.

Nie ma nic złego w sprawianiu dzieciom  radości czy rozpieszczaniu, ale dziecko musi wiedzieć czego może się spodziewać. Wiedzieć, że są nagrody i konsekwencje niedotrzymywania słowa i umów z mamą (tatą). Łatwo jest być dobrym ojcem z doskoku, ale równocześnie wygodnym i krzywdzącym.

Ping – pong

Najlepiej zacząć od samego początku, od wczesnego dzieciństwa, umówić się między sobą, że w kwestii wychowawczych jesteśmy monolitem. Podział „ja zarabiam ty wychowujesz”, „ja wychowuję ty się nie wtrącasz” nie ma najmniejszego sensu.  To prawda, jednej ze stron może się wydawać, że wygrało, postawiło na swoim i jest górą. Bo ma w garści dziecko i dom, bo się pozbyła kłopotu, ale tak niestety nie jest. Wychowanie to sprawa obojga inaczej cierpi dziecko. Bo w którymś momencie rodzic „niewychowujący” i tak zajmie stanowisko. I zazwyczaj bywa tak, że bierze stronę dziecka deprecjonując postanowienia drugiego rodzica. Maluch szybko się uczy i wie, kiedy, co i od kogo dostanie. Że od taty dostanie czekoladę kiedy zrobi słodką minkę, chociaż mama nie pozwala. Że mamie wystarczy pojęczeć albo rzucić się na podłogę żeby dostać autko. Dzieci to urodzeni obserwatorzy i manipulanci. Nie biorą jeńców tylko konsekwentnie uzyskują co chcą. Wiedzą, że któryś z rodziców na pewno się złamie. Czasem nawet nie muszą łamać. Wykorzystują niezgodę, wrogość, brak wzajemnego szacunku i każdy konflikt by postawić na swoim. Wiedzą, że nie ma zasady, której mama albo tato nie złamie.

Rozpuszczone  nieszczęśliwe

Dziecko, któremu w efekcie wszystko wolno nie może nic. Jest jak dryfujące wiosło. Niczyje i bezradne.  Bo czy tego chcemy czy nie zasady dają poczucie bezpieczeństwa dziecku. Kiedy będzie wiedziało co wolno, czego nie oraz co się stanie kiedy przekroczy zasady (albo się do nich zastosuje) będzie też wiedzieć, że zawsze może liczyć na stałość rodziców. Dorośli wychowani w domu bez zasad, w którym niedecyzjni rodzice zmieniali zdanie jak tace w McDonaldzie nie radzą sobie w życiu. Trudniej też stworzyć im trwały związek.

Niełatwo jest także dzieciom, które poza domem tracą pewność siebie. Nie rozumieją, co robią źle, że ich metody nie działają na otoczenie.

Trzeba też pamiętać, że dzieci to nasze lustra, dyktafony i twarde dyski. Kiedy będą widziały, że rodzice nie są razem w podejmowanych decyzjach, kiedy wyśmiewają się nawzajem, upokarzają i szczują będzie takie samo. Dziecko powinno znać reguły, ma do nich prawo. Tak samo ma prawo do szanowania rodziców.  Dlatego też nie powinno być świadkiem naszych ustaleń, kłótni. Kiedy dokonamy już podziału obowiązków trzymajmy się tego. Mama nie wtrąca się do treningów i sprzątania pokoju, tato nie ingeruje w godziny snu, oglądania telewizji i odrabiania lekcji. Strefy wspólne pozostają wspólne i niewzruszalne. Wszystko do ustalenia. Wzajemne oskarżania, wyśmiewanie to najgorsze co możemy zafundować naszemu dziecku.

Dzień dziecka

Wcale nie chodzi o robienie karnej kolonii z domu, bo tak niektórzy postrzegają zasady. Chodzi i  stałość i bezpieczeństwo. Zasady to troska i miłość. I tak traktują je dzieci. Chociaż się buntują, pyskują i wierzgają wiedzą, że komuś na nich zależy. Te wymiotujące batonami i chipsami, z gołymi głowami, do nocy na podwórku z lasem jedynek wcale nie są szczęśliwe. Są samotne i  tęsknią do bury za bałagan w pokoju.

Ale też dobrze jest od czasu do czasu zrobić „święto lasu” , urządzić dzikie wagary, pozwolić zostać w domu kiedy za oknem plucha, zjeść tort na śniadanie, połazić dzień w piżamie. Całkiem spontanicznie. I całkiem naturalnie przyznajmy się przed dziećmi, że zrobiliśmy błąd, że jesteśmy zmęczeni i zawsze, ale to zawsze, że je kochamy. I drugie zawsze: róbmy to razem.

Jacek Pawłowski