Na kłopoty, psycholog

Linia specjalna

Na kłopoty, psycholog

Rozmowa z Jackiem Pawłowskim, psychologiem, założycielem i prezesem fundacji Na Przekór Przeciwnościom

 

Czy rzeczywiście tyle jest wokół przeciwności żeby zakładać kolejną instytucję?

– No właśnie: instytucję, to błąd. Moja fundacja jest przeciwna pieczątkom, rubrykom, urzędniczej machnie, w której człowiek zwyczajnie się gubi, zawłaszcza, że nie zawsze po drugiej stronie biurka jest człowiek. Empatyczny, wyrozumiały, ciepły i zwyczajnie ludzki. Będziemy pomagać tym pogubionym, skrzywdzonym, nieporadnym wychodzić z zaklętego „nie da się”.

– A da się?

– Oczywiście! Proszę tylko  nie mylić fundacji, psychologów, terapeutów z czarodziejami, którzy pacną różdżką i problemy rozwiążą się same. Nie jesteśmy też mścicielami z bejsbolami, którzy bronią słabszych. Dajemy broń w postaci terapii, wzmacniamy i wskazujemy jak zrobić żeby pozbyć się niskiej samooceny, wymeldować oprawcę, sprzeciwić się przemocy…

– Oprawcę? To brzmi jak horror, nie przesadza pan?

– Ani trochę, w swojej praktyce spotkałem się z tak okrutnymi sytuacjami, tak bezwzględnym okrucieństwem, że najgorsze sny reżyserów horrorów przy tym to baśń. Jesteśmy w fundacji żeby podbudować psychicznie, wzmocnić poczucie siły i wartości. To nie jest łatwe i  nie działa natychmiastowo, bo zanim bita, poniżana, upokarzana osoba zda sobie sprawę, że to nie jej wina mija kilka, kilkanaście tygodni. Ale potem to już jest tylko lepiej.

– Tak właśnie działa psychologia stosowana?

Między innymi tak, ale psychologia to nie tylko pomoc doświadczającym przemocy, ale i sprawcom.

– Żartuje pan.

W żadnym wypadku, ci którzy nie radzą sobie z agresją, z emocjami jeśli tylko chcą mogą to zmienić.

– I zamiast katować dzieci i  żonę czy męża będą grzecznie argumentować? Oprawca i ordynus zmieni się  wyrozumiałego kumpla. Brzmi jak pschychofiction.

– Ale to naprawdę działa. Zresztą można pomóc także i tym, którzy nie potrafią się bronić. Potrzebna jest tylko wola do zmian, nic na siłę, ale działa.

– Na wylęknione, zahukane gospodynie domowe też? I mężów pod szpilkami, żon?

– Ależ tak. Wizyta u psychologia, na szczęście przestała być tematem tabu.

– Kiedyś dzieci, które sprawiały kłopoty straszyło się psychologiem.

No właśnie, ale to już na szczęście zamierzchła przeszłość, teraz dzieci i młodzież przychodzą do gabinetu psychologa bez skrępowania i obaw o etykietkę nienormalnego. Psychologia stała się bardziej przystępna, przyjazna i pomocna.

– Jest modna?

Czy problemy są modne? Modne stało się dbanie o siebie, zdrowa żywność, bio, eko, maratony, siłownie, więc dlaczego nie zadbać o duszę?  W tym sensie ta moda, moim zdaniem, jest ciągle niszowa. Ciągle łatwiej jest wyeliminować gluten niż depresję.

– Z czego to wynika?

– O ile młodzież jest już oswojona z psychologiem to dorośli, seniorzy ciągle jeszcze postrzegają sesje z nami jak z amerykańskich filmów. Na kozetce siedzi rozhisteryzowana kobieta, której nie słucha jej kot, albo neurotyczny pisarz stracił wenę po kłótni z sąsiadem.  W tle problemy z matką i ojcem. Wszyscy oczywiście piękni, bogaci i spełnieni – wiadomo: Ameryka. W Polsce ludziom nie przyjdzie do głowy, żeby zwrócić o pomoc do psychologa. Tłumią żal, agresję, kompleksy, traumy, alkoholizm rodziców, niezdecydowanie i doły. Są nieufne, skrzywdzone, chore z nienawiści i niemożności. Terapie małżeństw dopiero się zaczynają.

– Bo nie będą się zwierzać obcemu? Brudy pierzemy w domu? Bo to słabe i niemęskie?

Na przykład, argumentów na „nie” jest tyle ile problemów, z którymi szybciej lub wolniej można sobie poradzić. A ze zwierzaniem się obcemu, jest trochę jak z rozmową w podróży, łatwiej jest nam się otworzyć przed obcym niż powiedzieć prosto w oczy – czuję się źle kiedy mnie lekceważysz, nie życzę sobie upokarzania itd.

– Racja, coś w tym jest. Kiedy więc trzeba iść do psychologa?

– Kiedy tylko poczujemy potrzebę, kiedy staniemy pod ścianą, kiedy budzimy się z płaczem z płytkiego snu, kiedy nie radzimy sobie ze światem…Kiedy chcemy się wygadać.

– A telefon milczy. Przyjaciółka ma jeszcze gorzej, kumpel ma dość.

– Nic nie zastąpi rozmowy z przyjacielem, owszem psycholog staje się powiernikiem, kimś przyjaznym, ale nie jest od głaskania po głowie, ale też nigdy nie ocenia. Tylko wspólnie znajduje istotę problemu i znajduje metodę rozwiązania. To czego niektórzy się obawiają to właśnie wstyd i poczucie winy przed oceną.

– Czyli jednak nie czarodziej? Szkoda.

– Ale jakie potem się cuda dzieją. To niesamowite uczucie patrzeć, jak pod wpływem terapii człowiek się zmienia. Jak rozkwita, biorze życie w swoje ręce.

– Wracają do siebie, wybaczają?

– Zdarza się.

–  A Jest pan przekorny?

– Przede wszystkim.