Szkoła jak zielona mila, fobia szkolna

Linia specjalna

Szkoła jak zielona mila, fobia szkolna

Nie ma szału jest szkoła,  czyli biada wrażliwcom

Nie cierpię tam chodzić, nigdy tam nie pójdę, to najgorsze miejsce na ziemi, nie każcie mi tam iść, wszędzie tylko nie tam. Tam, czyli do szkoły. Niektórym dzieciom, nastolatkom z trudem przechodzi  przez gardło znienawidzone słowo. Nie dla wszystkich dzieci podstawówka, gimnazjum a nawet liceum jest rozkosznym czasem pierwszych miłości, przyjaźni, radosnej beztroski, szkolnych wycieczek i żartów z nauczycieli w pierwszy dzień wiosny. Oazą zrozumienia, źródłem wiedzy i przychylności. Nie dla wszystkich, nie we wszystkich szkołach, klasach, grupach. Coraz więcej uczniów odczuwa przemożny lęk przed „placówką szkolną”. Nie z lenistwa, nie z powodu nieodrobionych lekcji czy zwykłego zmęczenia albo kłótnią z koleżanką z ławki. Lęk, fobia nazywana też nerwicą szkolną dotyka dzieci wrażliwe, ambitne, indywidualistów chodzących własnymi ścieżkami. Nie jest łatwo być tym mądrzejszym, bardziej oczytanym, osłuchanym. Tym z dobrymi stopniami. Trudno  też grubym, wychudzonym, kulejącym, z wykwitami na twarzy, pobudzonym, spokojnym, milczącym. Innym.

Równaj do szarego

Któregoś dnia, zazwyczaj w niedzielę lub w poniedziałek rano dziecko (przepraszam z góry licealistów, którym określenie „dziecko” nie odpowiada, ale to tylko uogólnienie ) czuje się wyraźnie źle. Ból głowy i brzucha, wymioty, biegunka, kołatanie serca, gorączka nawet omdlenia. Rodzice często bagatelizują objawy i gonią do szkoły. W weekend byłeś jak szczygiełek a teraz nagle chory, jesteś leniem, jak się nie nauczyłeś  i dostaniesz jedynkę to ci przejdzie, do książek- potem do lekarza. Nie wynika to ze złej woli dorosłych, którzy niejednego surowego ziemniaka zjedli, popijając wodą z proszkiem do pieczenia czy kilka termometrów utopili w gorącej herbacie, wszystko by nie pójść do szkoły. Rodzicom trudno zrozumieć, że strach i niechęć do szkoły to coś bardziej poważnego i wymagającego pomocy. Unikający szkoły to zazwyczaj mądrzy, ambitni, piątkowi uczniowie. Stawiają sobie wysoko poprzeczkę, chcą być najlepsi i pokazać na co ich stać. Z drugiej strony ich pilność, dobre oceny i poprawne wyrażanie się budzi niechęć i wrogość jednostek, którym obce są wartości i postawa wrażliwca. Zaczyna się ignorowanie, prześladowanie, ostracyzm(tak!) i wszechobecna kpina. Krzywe uśmiechy, chowanie plecaka, podstawianie nogi, wymyślne przezwiska, szeptane kąśliwe uwagi w czasie odpowiedzi przy tablicy. Kpiny z „dziwnego” sposobu ubierania i „dziwnych” zainteresowań. Niełatwo być innym w rozwrzeszczanej masie, przewodzonej przez pustawe, lecz silne osobowości. Przywódcy wyczuwają  słabszych psychicznie i biorą go za cel. Reszta tylko słucha. Piekło jakie „popularsy” potrafią zgotować rówieśnikom ciągle jest tematem tabu. Nikt nie wierzy, że urocza gimnazjalistka w dżinsach w kwiatki może rujnować życie koleżance w czarnym swetrze i glanach. A zdobywający medale rekordzista w odprasowanej koszuli gnębi rudego z krótszą nogą. Nie wierzą rodzice i nauczyciele. Niech to dzieci załatwią między sobą, za moich czasów uczeń miał się uczyć i już.

Skąd ten strach?

 Wyrzuceni poza nawias nie radzą sobie z samotnością w szkole Próbują się nawet dostosować, ale bezskutecznie. Nie mają większych szans na akceptację. Nad wiek dojrzali, nie najlepsi z wuefu,  wolą Stachurę od Stachurskiego, jazz od rapu i Makbeta od Sagi Zmierzchu. Nie przeklinają, wolą śmiech od brechtania czy żartowanie od ciśnięcia beki. Interesują teatrem i poezją, recytują wiersze, udzielają w akcjach charytatywnych, stają do konkursów literackich i muzycznych. Wyrok: zniszczyć.

Problemy z rówieśnikami to tylko jeden  z powodów szkolnej nerwicy, która podkreślam, nie jest fanaberią nastolatka, wybiegiem do uniknięcia szkoły. Przemagają się i chodzą do szkoły mimo wszystko, bo nie chcą tracić  lekcji, chcą się uczyć i być najlepsi. I właśnie perfekcjonizm i nadmierne wymagania rodziców wobec dzieci mogą także powodować przemożny lęk przed szkołą. Ten nie przejdzie samoistnie. Zakończenie szkoły nie uzdrowi naszego dziecka. Czasem pomaga zmiana, szkoły, o co często proszą wykluczeni. Bywa, że wyjściem może być indywidulany tryb nauczania. Pamiętajmy, że nerwicę szkolną jak każdą chorobę trzeba i można leczyć. Pomoc dziecku należy się mu jak nowy zeszyt i drugie śniadanie. Nie pozwólmy, aby nasze dziecko cierpiało. Rozmowa z psychologiem i terapia sprawi, że relacje szkolne przestaną ciążyć i podcinać skrzydła. 

Jacek Psycho Pawłowski