Psycho tropy

Linia specjalna

Psycho tropy

Sezon na smutek

Klub nicmisieniechcenia  i braku sensu w życiu  w uważam za otwarty! – ogłosił, listopadowego  poranka pan Mariusz, sąsiad z dołu. Ogłasza tak od siedmiu listopadów, by latem zamknąć klub chandry, by jesienią znów otworzyć. I tak w kółko. Nie zmartwiłem się za bardzo, bo chociaż smutek nie  jest niczym wesołym, to ten jesienno-zimowy minie. Trzeba tylko wiedzieć jak go przepędzić i odróżnić od depresji, z którą już żartów nie ma, a którą też można pogonić. Ta jesienna, to choroba afektywna sezonowa.  W naszej ,szarej jesienią, szerokości geograficznej dół, apatia, senność, otępienie w tym czasie, jest  właściwie czymś normalnym. Nie ma sensu wyrzucać sobie, że ma się spadek formy, ani ze łzami w oczach „brać się w garść”. I ten wiatr dojmujący w ciemności po szesnastej. Skoro ciemno to mózg dostaje jasny przekaz: spać. A zaśnij tu na kasie, przed komputerem, czy w trakcie badania pacjenta, albo wykładania zawiłości gramatyki niemieckiej ? Jeżeli smutek, podły nastrój, lęki, myśli samobójcze, bezsenność i w ogóle „wszystkodokitowość” trwa dłużej niż dwa tygodnie. Nie pozwala funkcjonować poza łóżkiem, odbiera wszelką radość (muzyka, jedzenie, seks, kino, zakupy, gry stolikowe itd.) wtedy trzeba podjąć trudną jesienną decyzję i udać się do psychologa lub psychiatry. Na szczęście przestało to być powodem do wstydu i ku mojej radości prędzej ktoś pójdzie do psychoterapeuty niż dentysty. Zanim jednak psychiatra i inne psycho, można spróbować sposobów domowych. A skoro dom to jedzenie, jednak nie chłopsko-sielsko-bigosowo-skwarkowo-kapustne z bezami na deser. Tłuste, słodkie ciężkie  jedzenie spowoduje ociężałość i duszy i ciała (plus kilogramy i kolejny dramat).  Nie pomagają także barwy potraw, bo nawet najsmaczniejszy bigos widokiem nie uśmiecha. A już taka zupa z dyni i owszem. Menu na mroki powinno być pełne witamin z grupy B. Dużo ryb i nieco orzechów, pełnoziarniste pieczywo i regularność posiłków. I do tego prawdziwy grabarz smutku i niechęci: ruch. Na świeżym powietrzu, we własnym rytmie i rodzaju.  Byle do zmęczenia, bez trudu nie ma endorfin, ale zapewniam, że warto.

Jacek Pawłowski