Starość nie radość

Linia specjalna

Starość nie radość

Moja prababcia lubiła przytaczać wielkopolskie powiedzenie  „starość nie radość, kij nie parasolka”. Oczywiście słowo kij oznaczało laskę. Podchwytywała to cała rodzina i gdy coś tam, komuś z nas – włącznie ze mną, dzieckiem – wyszło nie tak,  wzdychało się ciężko: „starość nie radość…” itd. Gdy niedawno rzuciłam taki tekst na babskiej imprezie, przyjaciółki spojrzały na mnie z politowaniem i oznajmiły: „starość nie istnieje!” Rozmawiałyśmy potem o tzw. godzeniu się z upływem czasu i same przed sobą przyznawałyśmy, że mamy z tym problem. No bo budzimy się rano z dodatkową  zmarszczką, „której na pewno wieczorem nie było”, bo przyciąganie ziemskie jest bezlitosne itd. Ma Pan wielu pacjentów, którzy mają problem z akceptacją oznak mijającego czasu?

Owszem, są i tacy, ale z góry zaznaczę, że szczegółów nie zdradzę bo to tajemnica gabinetu. Chociaż obecne czasy nie sprzyjają czasowi. Jest szybko, błyskawicznie, gładko i błyszcząco. Klikająco, sprężyście i wesoło. Technika pędzi do przodu, młodość jest wszechobecna i niemal obowiązkowa. Młodzi już nie są gniewni tylko brutalni i wściekli. Rozpychają się pełnymi kolagenu łokciami i śmieją się w nos przyszłości, mrożąc wystające kostki  z adidasów w przykrótkich spodniach. W biurach, korporacjach, sklepach, szkołach zjawiają się młodzi, pełni zapału, pachnący pączkami, które bezkarnie zajadają. Pojawienie się kolejnego pokolenia, budzi lekki popłoch i niepewność. Sprawia, że bardziej patrzymy we wsteczne lusterko. To w pewnym sensie naturalne i każdy przez to przechodził, albo przejdzie. Koło czasu każdemu zmierzwi spokój. A to w jakim stopniu to już cecha osobnicza. Jedni w ogóle nie przyjmują do wiadomości, że są już w pewnym wieku, i że są od nich młodsi dorośli. Zaczyna się o nieposłusznego ciała, które wyprzedza ducha, tak przecież młodego. Niesubordynacja ciała wkurza najbardziej. Na liście przestępców są worki pod oczami, chomiki (stare) przycupnięte na policzkach, zakotwiczone kąciki ust, lew między brwiami, wężowa skóra na dłoniach, pelikany u ramion (dzioby, nie skrzydła), zakola ( jak Zatoka Botnicka) na skroniach, łysina po całości  itd. itp. Jak się można zorientować upływ czasu martwi obie płcie. Jedni mają do tego dystans, inni się tego uczą. Najtrudniej jest tym, którzy zawsze mieli powodzenie, gdzie się nie pojawili  świat wstrzymywał oddech, „męski ścielił się trup”  czy  każda mogła być moja. Z biegiem lat urok nie ma już mocy masowego rażenia i ogranicza się to targetu rówieśniczego. Wtedy są dwa wyjścia: zdziadzieć lub się nie poddać. Filc albo dżins, jedwab kontra barchan. Oczywiście nikogo kto ma teraz dwadzieścia lat nie przekona, że życie zaczyna się po trzydziestce, czy czterdziestce. A siedemdziesięciolatek ( i starszy) będzie śmiał z  histerii półwiecznej pannicy.  Każdy wiek jest dobry tylko trzeba go polubić, dobrze się w nim okopać i wyglądać kolejnych dekad. Nie mieć za złe młodym, że są młodzi bo tak między nami mówiąc to nie jest aż taki miód, przynajmniej psychicznie. A co do zmarszczek i przyciągania odnoszę wrażenie, że czas naprawdę działa na korzyść człowieka. Na rozum to oczywiste, ale także na urodę. Wystarczy zobaczyć swoje zdjęcia sprzed kilkunastu lat i porównać. Dojrzałość dodaje poloru i szlachetności.

Znam kobietę, która już po narodzinach dziecka wpadała w panikę, bo  nie zauważa już tylu męskich spojrzeń. Dziś zapowiada, że jeśli tylko będzie ją na to stać, będzie sięgać po wszystkie możliwe zabiegi odmładzające z operacjami włącznie. Sama przyznała, że najbardziej boi się tego, że kiedyś stanie się dla mężczyzn niewidoczna, a wtedy jej świat się rozsypie. I bez tych deklaracji zawsze odnosiłam wrażenie, że po to by dobrze się ze sobą czuć, musi przeglądać się w męskich oczach. A tu czas nieubłagalnie leci, na ulicach całe stada prześlicznych, młodziutkich dziewcząt.  Co by Pan jej poradził?

Jeżeli będzie ja stać finansowo, fizycznie i psychicznie to się odmładza operacyjnie, dlaczego nie?  Skoro miałoby to ewidentnie poprawić samoocenę i nastawienie do świata to bardzo proszę. Ale nad tym „sypaniem się świata” to bym się zastanowił. Budowanie siebie na spojrzeniach innych jest kruche jak faworki w tłusty czwartek. Słodkie, ale czasem zostaje zgaga. Jasne, że jest miło jak na nas patrzą i wiadomo co im chodzi po głowach, ale ten magnes z czasem  trochę traci na przyciąganiu. Trochę, czyli spojrzeń może być mniej, a niektóre już zza okularów. I też się cieszyć. Z drugiej strony strach przed przejrzystością powoduje, że zaczynamy o siebie dbać. Zewnętrznie i wewnętrznie. Robimy dużo dobrego dla siebie i innych, zmieniamy nawyki, ćwiczymy, odkrywamy pasje, hobby. Nie przejmujemy się głupotami, drobiazgami, które kiedyś były jak kosmos. I to też jest nasz botoks.

Czy mężczyźni lepiej radzą sobie z lękami przed upływem czasu?

Tak, wiem to  przyrodnicza niesprawiedliwość, ale kobiety radzą sobie gorzej. Mężczyźni starzeją się inaczej i trochę szlachetniej. Siwe skronie czy zmarszczki nie są aż taką tragedią. I ciągle jeszcze to częściej starszy mężczyzna ma powodzenie i młodszych kobiet. Ale to się już zmienia i dojrzałe kobiety wiążą się z młodszymi partnerami i całkiem dobrze sobie takie pary żyją. Upływ czasu u mężczyzn wiąże się obawami o sprawność seksualną i sprężystość w ogóle. Martwi ich, że nie mają takiego refleksu i siły, że muszą nosić okulary i nie wiedzą o co chodzi z tym całym Instagramem. Zdarza się, że nie dotrzymują kroku swoim aktywnym żonom ( nie tylko tym młodszym). No i powiem, że tak samo jak kobiety porównują się z kolegami, który bardziej się posunął. W późniejszym wieku przychodzi strach przed chorobami, niedołęstwem i samotnością. Mężczyznom gorzej bo nie chcą się za bardzo do lęków przyznać. A niby skąd słynny szajba związana z kryzysem wieku średniego i dalszego? Motocykle, skórzane kurtki, zapuszczanie brody, nastroszone włosy, sweterki w serek? Ze strachu i udowadniania, że się jeszcze może, że ho ho.

Wszyscy się starzejemy, ale nie każdy z nas dożyje sędziwego wieku. Żyjemy w czasach wyścigu szczurów, bezwzględne korporacje wysysają  krew i wolę życia, więc może choćby z tego powodu nie ma się co dokładać sobie zmartwień o na zapas?

Tych krwiopijców jest więcej. Może się narażę, ale podsysają nas po trochę dzieci, wnuki, przyjaciele, szefowie i sami też nie jesteśmy dla siebie łaskawi. Daliśmy sobie założyć kantar z obowiązkowej młodości, superwyglądu i dotrzymywania kroku młodym. Zupełnie niepotrzebnie. Moja  dojrzała znajoma uwielbia koty. Spotkaliśmy w sklepie z czapkami zachwycała się piękną kocią czapką. Z uszami, wąsami i łapkami. Oczy się jej świeciły jak kotu właśnie i spytała się czy nie jest na nią za stara i czy nie będzie wyglądać jak stara maleńka a do tego wariatka oczywiście też stara. A czapka pasowała jak ulał. Na szczęście czapkę kupiła i wygląda bardzo dobrze, bo dodatkowo się uśmiecha i jest szczęśliwa. I teraz się pytam: czy uśmiech ma wiek?  Nie ma! Więc róbmy wszystko co sprawia nam przyjemność, w czym się dobrze czujemy i nie przejmujmy się „co ludzie powiedzą”. Ma pani rację, nie się co martwić na zapas. Niech każdy ma swoją czapkę i już.