Wielki odlot małych ludzi

Linia specjalna

Wielki odlot małych ludzi

Wielki odlot małych ludzi – kiedy ucieczką jest nieświadomość

Dzieciństwo i dorastanie to najtrudniejszy czas w życiu człowieka. Strachy, lęki, obawy. Niepewność, kompleksy, niezrozumienie. Porównywanie, konkurowanie z rówieśnikami, zaspokajanie ambicji rodziców. Przemoc w domu i w szkole. I dojmująca samotność . Coraz częściej ratunkiem jest niebyt, nawet chwilowy. W czym upatrują ulgi? 

Byłoby fantastycznie gdyby dzieciństwo  było słodkim pasmem baśni i szarlotki babuni. Takiego, w którym wszystko kończy się dobrze, złe czarownice kończą na terapii i rozdają pierniki, misiom odrastają łapki, a zaginione chomiki wracają całe i zdrowe. Byłoby też dobrze gdyby nastoletnie dorastanie łączyło się tylko z farbowaniem włosów na zielono, wkładaniem termometru do herbaty albo czytaniem pod kołdrą.

Problemy niby retro, ale niedojrzałość nadal jest niełatwa. Zmieniają się problemy i wyzwania, z którymi mierzą się dzieci i młodzież. Przed nami, dorosłymi, i  młodymi coraz trudniejsze wyzwania. Starsi mogą uczyć się od młodszych, a młodsi powinni mieć oparcie w starszych. Problem w tym, że porozumienia raczej nie ma. Każde pokolenia w swoim okopie. W głowie ci się przewraca,  ja w twoim wieku, masz się tylko uczyć, nienawidzę szkoły, nic nie rozumiesz, ona się na mnie uwzięła, nigdy tam nie pójdę.

Konflikty pokoleniowe były są i będą – to naturalne. Jednak by doszło do konfliktu potrzeba rozmowy, starcia i przede wszystkim czasu. A tego dorosłym brakuje najbardziej i najczęściej. W ramach jako takiej troski pojawia się kontrola, ale powierzchowna albo skierowana na coś innego. Rodzicom, opiekunom zależy żeby nie brało narkotyków i dobrze się uczyło. Sprawdzają więc elektroniczny dziennik, źrenice i oddech. Niestety okazuje się, że to już za mało.

Nowe zagrożenia

Owszem, dzieci nadal piją alkohol, palą trawkę, przyjmują dopalacze, piją płyny dostępne w aptece, ale coraz częściej sięgają po… dezodorant. To nowa forma odlotu i złagodzenia bólu rzeczywistości. Dezodorant, albo inny spray  z zawartością butanu. Znalazły sposób by wdychanie na sekundy przeniosło ich w inny wymiar. Na ulotne chwile być tam, gdzie nie ma problemów ze szkołą, przemocowych rówieśników, bestialskiego ojca, milczącej matki, awantur, bicia, biedy, głodu, samotności. 

Nie cieszmy się  więc, że kiedy nasze dzieci nagle zaczęły dbać o zapachową stronę higieny, kiedy polubiły świeży zapach w pokoju czy w toalecie. Zawarte w aerozolach substancje podawane drogą wziewną zaburzają świadomość, na krótko, a że niebyt jest fantastyczny, powtarzając inhalacje raz za razem w bardzo krótkich odstępach. Efektem może być śmierć, której dzieciaki nie są świadome. Butanowe odjazdy nie są wymysłem polskim, odurzają się młodzi Amerykanie, Anglicy, Francuzi. Na forach wymieniają się metodami i sposobami jak zrobić, żeby na przykład nie zwymiotować czy ochronić oczy. Wybierają metodę na spray bo jest łatwy najprostszy i jednocześnie najtańszy i co najważniejsze legalny i co najbardziej cenne: nie wzbudza podejrzeń. Nikogo nie dziwi nastolatek, nawet początkujący, kupujący dezodorant czy inny odświeżacz, co czujniejsi mogą odmówić sprzedaży gazu do zapalniczek, ale i z tym można sobie poradzić. Przerażająca jest skala i zasięg nowej metody. Przerażają doniesienia o śmierci wskutek zatrucia dezodorantami. Umierają dziewczyny i chłopaki. Lekarze na ratunek mają kilka minut od zatrucia, co w praktyce bywa właściwie niewykonalne.  Co zatem robić?

Czas na czas    

Dzieci i nastolatki potrzebują naszego czasu poświęconego tylko im. Nie „jak było w szkole?”, „o której wrócisz?”, „zjedz śniadanie” tylko rozmowy i uważnego słuchania. Zwracajmy uwagę na to co dziecko odpowiada. Od małego słuchajmy z uważnością. Jeżeli z przejęciem opowiada nam wieści z przedszkola, że Karol szczypał Karolinę, a ona płakała i wszyscy się śmiali, albo, że jego ludzika z plasteliny rozdeptał Alan i nie przeprosił, czy o psie, który bawił się z kotem, to spytajmy co działo się dalej, jak ono to widzi. Pośmiejmy się z nim. Kiedy zaczniemy lekceważyć małe dziecko, przestanie nam opowiadać, a potem będzie milczało o sprawach poważniejszych. Jak w szkole? Dobrze. Myj ręce. I koniec rozmowy. Rodzice nie zdają sobie sprawy, jak są ważni dla sowich dzieci. To prawda, buntują się, pyskują, robią wbrew, ale takie jest ich prawo. To, że odwarkną, nie zjedzą śniadania, trzasną drzwiami, nie posprzątają pokoju  nie oznacza, że nie potrzebują uwagi, rozmowy. Miłości. 

Do znudzenia będę powtarzał, że najważniejszy jest czas i uwaga  jaką dajemy dzieciom. Budowanie dobrych relacji od wczesnego dzieciństwa, zaufanie i mądra dyscyplina, mogą uchronić dzieci przed ucieczką w świat odurzenia. Mówię „mogą”, bo gwarancji nigdy nie ma, ale to nie zwalnia nas z uważności. Jednymi z przyczyn  odurzania się  są ciekawość, nuda, chęć przypodobania się grupie rówieśniczej, zaimponowanie przywódcy grupy czy ukochanej osobie. Nie zawsze wszystko wyłapiemy, ale naszą uwagę powinny zwrócić zawartość plecaka, to co jest na biurku dziecka. Sprawdzanie źrenic może nie wystarczyć. 

 Karać i kochać?  

Ci, którzy nie mieli szczęścia do mądrych, uważnych rodziców, którzy wychowywali się w domach pełnych przemocy, alkoholu, awantur  już na starcie mają metody żeby poprawić nastrój. Piwo, przy aprobacie albo obojętności rodziców,  piją kilkulatkowie, potem mocniejsze alkohole, niemal zawsze palą papierosy, które wzmacniają potem  marihuaną, pojawiają się  dopalacze i w końcu aerozole. Stygmatyzowane jako „patole” dostosowują się do etykietek i nie walczą z nimi ani o siebie. Niektórzy dokonują przestępstw, trafiają do ośrodków wychowawczych. Jedni traktują je jako karę, inni jak wybawienie. W końcu jakiś zasady, coś muszę, nikt mnie nie zleje, nie przypali żelazkiem, nareszcie się wyśpię w pojedynczym łóżku i zjem do syta. Nie trzeba będzie kraść, wstydzić się za pijanego ojca, za matkę prostytutkę czy za braci w kiciu. Komuś na mnie zależy, mogę pogadać, opowiedzieć, wytłumaczyć, spytać. 

Zawsze u podstaw jest uważny czas poświęcony dziecku, podopiecznemu, uczniowi. Pytajmy i nie bójmy się odpowiedzi.  Wprawdzie nie ma się co spodziewać, że po latach automatycznych pytań „jak było w szkole?” będziemy od razu  serdecznie rozmawiać przy malinowej herbacie z naszym dzieckiem. Ale małymi krokami, cierpliwością i uporem dojdziemy i do zwierzeń przy pizzy. 

Jacek Pawłowski

Fundacja Na Przekór Przeciwnościom