Wychowanie jak tresura – kary, które krzywdzą

Linia specjalna

Wychowanie jak tresura – kary, które krzywdzą

Dyscyplina i zasady są nieodzowne żeby nasze dzieci miały poczucie bezpieczeństwa i miłości. Problem pojawia się kiedy rodzice egzekwując swoje widzenie grzecznego dziecka stosują metody, które niszczą maluchy. I wcale nie chodzi tylko o bicie.

Arsenał postępowania dorosłych wobec „krnąbrnych” dzieci jest przeogromny. Pomysłowy, prosty i prostacki. Rodzice upokarzają, straszą, szarpią, zamykają w szafach i pokojach. Bardzo często aresztem jest łazienka. Nic mu nie będzie – tłumaczą zatroskanym świadkom przemocy (dziadkom, przyjaciołom czy sąsiadom) rodzice. Przecież nie jest bite, nawet klapsa nie dostaje, brzydzimy się przemocą – deklarują głaszcząc po głowie struchlałą ze strachu latorośl. A trzeba powiedzieć głośno i jasno: szarpanie, krzyki, upokarzanie i zamykanie w pomieszczeniu za karę to przemoc i krzywdzenie. A to jest karalne. Niestety mało który domowy przestępca trafia do sądu. I co gorsza, żaden nie zdaje sobie sprawy, że krzywdzi. Bardzo często sprawcami są dorosłe już ofiary przemocy. To nie truizm ani wytarte hasło kampanii, że krzywdzone dzieci krzywdzą swoje dzieci. Okrutna sztafeta trwa nieprzerwanie na wielu polach tresury. Bez względu jednak na źródło przemocy trzeba się jej przeciwstawić i chronić dzieci.

Bawiąc się z wrogiem

Dziecko wobec przemocy jest z góry na przegranej pozycji. Nie ma świadomości, że dzieje się źle, nie przyjdzie mu do głowy żeby się poskarżyć, wyżalić, uciec. Rzeczywistość jaką stwarzają mu rodzice jest jedyna jaką zna. Od zawsze traktowane jak rzecz, poddaje się woli rodziców. Kocha i stara się nie zasłużyć na karcer w łazience, wrzask i popychanie.  Oczywiście nie zawsze mu wychodzi. Dzieci nie są złośliwe, podłe i wyrachowane. Owszem, nie są w stanie przewidzieć  wszystkich skutków  dziecięcego  postępowania, ale mają swój rozum, inteligencję i wrażliwość. Powinny być kochane mądrze i bezwarunkowo. Mają się czuć bezpiecznie i komfortowo. Kiedy mamusia czy tatuś wpadają w szał, ich życie sypie się jak domek z drewnianych klocków. Są w nieustannej gotowości na najgorsze. Wycofane, ciche i niewidoczne. Uwielbiają kiedy rodzice poświęcają im czas, bawią się z nimi,  pokazują świat, wygłupiają i karmią wiewiórki. Bo i takimi bywają rodzice bywają. Wszystko jest jak w bajce, aż zrobią coś co nie spodoba się mamie czy tacie. A do wybuchu nie trzeba wiele – za wolno zjedzone śniadanie, marudzenie przy zasypianiu, zepsucie drogiej zabawki, poplamienie ubrania, rozlanie soku,  zwlekanie przy myciu zębów czy inne przestępstwo. Rozchwiane emocjonalnie,  podszyte strachem żyją w pozornym szczęściu. Według rodziców w dziecięcym raju. Bo przecież nie dostają lania, jak inne dzieci, więc powinny mamusię po rękach całować i być grzecznym. Tylko tyle wymagają od rodzice: grzeczności i wpisania się w ich widzenie idealnego dziecka. Takiego, które nie wkurza, wykonuje polecenia, recytuje wierszyki, chętnie sprząta zabawki, nie plami,  nie tłucze. A najlepiej żeby było jasnowidzącym dorosłym uroczym brzdącem.

Nie tylko pręgi

Popychanie, szarpanie nie zostawia śladów na ciele, ale pustoszy duszę małego człowieka. Tak jak niszczą wyzwiska, upokarzanie i to czym rodzice tak chętnie szafują – zawstydzanie. Czy ty jesteś głupi czy nienormalny? Powiem wszystko babci. Nie potrafisz stać prosto? To ma być kwiatek, ten badyl?  Kura pazurem ładniej rysuje. Zejdź mi z oczu! Marsz do łazienki tam się wyrycz i wtedy możesz wyjść! Zamknij się kretynie! Idiotka! Co w ciebie znowu wstąpiło? Masz się mnie słuchać! Zostaw to! Znowu to samo! Szybko! Nigdy nie robisz jak trzeba! Matoł!  Cicho mi!  Dużo wykrzykników, bo tak przekazują komunikaty rodzice. Krzyk jest tylko jedną z oznak bezsilności, okrucieństwa i zaślepienia. Mocnym, władczym (zazwyczaj tylko wobec dziecka) dorosłym trudno przyznać się do słabości, do błędów. Nie chcą słuchać uwag łagodnych dziadków, przyjaciół. Moje dziecko – moja sprawa i nikomu nic do tego. Będę stosował takie metody jakie uznam za stosowne. Inaczej: będę je krzywdzić jak mi się podoba. Zachwieję jego poczuciem wartości. Odbiorę bezpieczeństwo i  godność. Pozbawię beztroskiego, dobrego dzieciństwa. Przekreślę szansę na szczęśliwe życie w  dorosłości. Nie pozwolę na zbudowanie satysfakcjonującego związku. Odbiorę spokojne noce i dar zaufania drugiemu człowiekowi. Sprawię, że już na zawsze będzie lękliwe, niepewne. I nikt mi w tym nie przeszkodzi.

Otóż, nie. Krzywdzenie jest przestępstwem i podlega karze. A dzieci podlegają  ochronie i to ich dobro tu i teraz  oraz  przyszłość jest najważniejsza. Nie bójmy się zatem mówić przemocowym mądralom, że robią źle. Że kwestią czasu jest zgłoszenie do sądu rodzinnego, na policję o ich postępowaniu. Niektórzy w obawie przed utratą dobrych kontaktów z dziećmi i  możliwości widzenia kochanych wnuków, bratanków czy siostrzeńców milczą i w miarę możliwości wynagradzają ( po cichu) i próbują niwelować  krzywdy zadawane przez rodziców. To jest ważne, ale plasterek nie wyleczy gangreny. Musimy sobie zdać sprawę, że przez milczenie przyzwalamy na krzywdę i stajemy się współwinni. Ciapowaty, zakochany twardorękiej  żonie nie będzie trzymał jej stronę,  kochająca na zabój żona nie skrytykuje prymitywnego eksperta od  wychowania. Kosztem dobra dzieci udają, że jest w porządku. Z czasem zaczynają w to wierzyć i stają się wiernym zastępcami  domowych komendantów.

Dyscyplina, która nie boli

Tradycyjnie pojmowana dyscyplina oznacza pruski dryl i subordynację. Kary i strach przed nimi. Dyscyplina w wielu domach to nadal specjalny przyrząd do bicia (!). Ale, na szczęście istnieje pozytywna dyscyplina. Pozornie oksymoron, pozornie nie do pogodzenia, ale stosowana od niemal trzydziestu lat metoda przynosi bardzo dobre rezultaty. To nie kolejna nowinka zza Oceanu typu „Jak zostać szczęśliwym milionerem w weekend” czy    „Wiklinoterapia wierzbą mandżurską”.

Dyscyplina w takiej odsłonie to głównie wyznaczanie reguł (pozytywne) i uczenie dzieci tego co uznajemy za ważne. Zdaję sobie sprawę, że dla bardziej konserwatywnych, nerwowych i niecierpliwych rodziców może to brzmieć jak słynne niesławne wychowanie bezstresowe, ale zapewniam, że pozytywna dyscyplina to zupełnie inna bajka. Proste wytyczne, jasne reguły, szacunek, empatia, myślenie długofalowe to niektóre fundamenty pozytywnej dyscypliny. I chociaż wydać by się mogło, że to psychologiczne, odklejone od rzeczywistości, fantazje to wychowanie bez kar jest możliwe. Bo kary, owszem działają, ale krótkoterminowo, by wymóc określone zachowanie. Na dłuższą metę rezultaty są opłakane dla psychiki dziecka. Ze strachu robi się bardzo wiele. Jest się posłusznym, ale też i przekornym. Skoro i tak mnie zleją, poszarpią i zamkną w łazience to i tak nie mam się co starać. Skoro nie biorą pod uwagę mojego zdania i nie pozwolą dokończyć obejrzeć bajki, którą sami włączyli to nie muszę być grzeczny.

Jednym z podstawowych i częstych błędów prowadzących do nieporozumień, awantur, płaczu i nieszczęścia jest brak umowy i jakichkolwiek ostrzeżeń. Nadchodzi godzina kąpieli i spania, dziecko bawi się w najlepsze z kolegą, dziadkiem, psem czy ogląda odcinek ulubionej Małej Mysi. W kulminacyjnym momencie do pokoju wpada wściekł mama, wyłącza telewizor i wywleka malca do łazienki. Bo już czas, bo już dawno po ósmej, a potem nie wstanie rano do przedszkola. Dziecko płacze bo nie obejrzało bajki, nie zdążyło skończyć partyjki w chińczyka ( jeszcze dwa rzuty i może by wygrało) i zupełnie nagle bez powodu i sensu zostało oderwane od przyjemnych zajęć. Rodzice postawili na swoim i odstawili małego człowieka do łóżka. Dzieci nie znają się na zegarku, nie mają poczucia czasu jak dorośli. Potrzebują jasnych komunikatów. Tylko jeden odcinek Mysi, ostatnie okrążenie pionków i do łóżka.  Nie bagatelizujmy potrzeb i uczuć naszego dziecka. Przecież zależy nam, żeby było zdrowe, szczęśliwe, zadowolone. Nie wyobrażamy sobie żeby stała się mu krzywda. A jednak krzywdzimy. Codziennie, mniej lub bardziej świadomie.

Bardzo,  bardzo zachęcam  do zapoznania się na czym dokładnie polega pozytywna dyscyplina. Informacje można znaleźć w Internecie, księgarniach, bibliotekach i… poradniach psychologicznych.

Terapia to nie wstyd   

Tak, stosującym przemoc można pomóc. Pomóc w przestawieniu myślenia o istocie krzywdy. Pomóc w wejrzeniu w siebie i przeanalizowaniu  własnego dzieciństwa. To pomoże zrozumieć i bardzo często odkryć, że też się było ofiarą. Że rodzice bili, szarpali, zamykali i za nic mieli przerażenie, poczucie krzywdy, bezradności i dojmującej samotności. Niesprawiedliwości i okrucieństwa. Że tak naprawdę nie byli kochani  tylko tolerowani, nie wychowywani, a  tresowani i chowani. Jak psiaki, które z podkulonymi ogonami łaszą się i żebrzą o dobre słowo i gest a dostają cięgi. I że tak naprawdę  ciągle są w tej łazience i robią to sam najukochańszym osobom – swoim dzieciom. To nie jest ani łatwe, ani przyjemne, ale możliwe do przeprowadzenia. Stawka jest bardzo wysoka – dobre i szczęśliwe życie dziecka. Jego miłość do nas i nasza do niego. Korzystanie z porady psychologa nie oznacza że jest się psychiatrycznie podejrzanym wykolejeńcem, zwyrodnialcem i słabeuszem. Przeciwnie będzie świadczyć o mądrości i odwadze. Pomocy można szukać w  każdej poradni psychologicznej, Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie ,  Fundacji Na Przekór Przeciwnościom  i innym.  Zawsze jest wyjście, każdy moment jest dobry na przerwanie krzywdzenia. Dobry czyli natychmiastowy.

Jacek Pawłowski