Żegnajcie na zawsze – kiedy życie nie daje żyć

Linia specjalna

Żegnajcie na zawsze – kiedy życie nie daje żyć

Idiota, tchórz, pijak, wariat, egoista – łatwo jest oceniać tych, którzy zdecydowali się na zakończenie życia. Nikt  jednak nie wie jakie myśli kłębią się w głowie samobójcy w chwili śmierci. Samobójstwo od zawsze jest tematem trudnym, niewygodnym, tajemniczym i nie do końca wytłumaczalnym. Bo jak zrozumieć tak nieodwracalny krok, jak pojąć zerwanie nici, której przecież samemu się nie rozciągnęło? Taka autoagresja nie mieści się w głowie, rodziny, przyjaciół, znajomych sąsiadów. Dramatyczny krok, kiedy dotknie kogoś z rodziny jest skrzętnie pomijany w rodowych opowieściach, taki wstyd, skaza i stygmat. Kiedy życie odbiera sobie ktoś znany, aktor, piosenkarz, pisarza czy celebryta, przez parę dni staje się medialną sensacją i życie wraca na dawne celebrycko-plotkarskie tory. O śmierci zwyczajnych ludzi, mieszkańców miast, miasteczek, wsi i osad nie mówi się wcale. Jedynie w kronikach policyjnych. Tragedie dzieją się coraz częściej i coraz więcej wśród samobójców znajduje się mężczyzn. Przedział wiekowy od kilkunastu lat do wieku podeszłego.

Być macho

To, że przeszło osiemdziesiąt procent osób targających się na własne życie stanowią mężczyźni nie jest przypadkiem, wynikiem samobójczej ruletki. Nie znaczy też, że to miękkie misie, rzadziaki i słabeusze. Panom o wiele trudniej jest przyznać się do kłopotów, które ich przerastają, trudno poprosić o pomoc, przyznać się do słabości, smutku, tęsknoty, samotności i bezradności. Te stany, uczucia i emocje nie są zarezerwowane tylko dla kobiet. Starającym się wpasować w ramy męskiego i zaradnego mocarza  mężczyznom wcale nie jest łatwo. Bo to i  klata nie jak u pirata, praca słaba albo jej brak, rodzina na utrzymaniu. Zdrada ukochanej, spirala długów nakręcana przez „chwilówki”, rosnące wymagania żony i otoczenia. Ucieczka w alkohol, hazard. Bardzo często depresja i problemy psychiczne. To wszystko takie niemęskie i wydumane. Prawdziwy chłop depresji nie ma, tylko się bierze do roboty. Weź się lepiej w garść – radzą dookoła.  Tylko co zrobić kiedy w garści nie ma siły żeby krem do golenia wycisnąć? Każdy ma inny próg znoszenia przeciwności, każdy inaczej reaguje na śmierć bliskiego, chorobę, rozwód, utratę pracy. Nie ma jednej odpowiedzi na ból, upokorzenie, oszustwa, lekceważenie. Coś co dla jednego jest śmieszne i nieistotne dla drugiego może być końcem świta i  przeszkodami nie do pokonania. Mężczyźni cierpią w milczeniu, zamykają się w sobie, w czterech ścianach. Unikają ludzi i nie proszą o pomoc.

Jak mówi to nie zrobi

Kiedy są już pod ścianą, a światełko w tunelu dawno się przepaliło widzą tylko jedno wyjście.  Uwolnić się od świata i problemów i dać odetchnąć pozostałym. Nie martwić się o pieniądze, nie tłumaczyć się z braku chęci, z bezczynności, nie czekać na telefon od pracodawcy, nie wypatrywać miłości, wybaczenia. Z reguły samobójcy planują, wybierają rodzaj śmierci, myślą o czasie i miejscu. I dają sygnały. Niektórzy wprost „ dzisiaj już skończę ze sobą”. „jutro mnie nie zobaczysz”, „to ostatnia kolacja”  albo sygnalizują „dłużej nie wytrzymam”, „nie mam po co żyć”, „przyjdzie się powiesić”, „jak dalej pójdzie to się zabiję” .  Najczęstszym błędem jest myślenie, że skoro  ktoś  o tym mówi to pewnie tego nie zrobi. Owszem część samobójców nie wspomina i  nie zapowiada dramatycznego czynu.  Tak, jak z listami pożegnalnymi.

Trzeba być uważnym, reagować na sygnały, które są wielkim wołaniem o pomoc. Czasem naprawdę nie trzeba wiele, wystarczy być. Wysłuchać, pogadać, pocieszyć i nie oceniać.  Niech rosnące przez miesiące, lata emocje, oczekiwania, męki, żale, smutki, agresja skończą się nawet wybuchem płaczu, rozbiciem wazonu, rozbiciem ściany, ale niech zostaną wypowiedziane, wykrzyczane. Człowiek z liną w kieszeni nie potrzebuje od razu cudownego rozwiązania problemów. Potrzebuje drugiego człowieka. Tylko i aż. Samobójca nigdy nie odbiera sobie życia z powodu jednego zdarzenia, jednej krzywdy, impulsu. Zazwyczaj jest to nieszczęśliwa kumulacja i ten gorszy dzień.  Nie udawajmy, że nie słyszymy obietnic zakończenia życia, że nie zauważamy dziwnego zachowania, smutniejszego smutku, wycofania się, bezsenności i odmienności w zachowaniu. 

Nic się nie da zrobić?

Powszechnym też jest przekonanie, że nic się nie da zrobić, że jak ktoś chce popełnić samobójstwo to i tak to zrobi. Nie do końca. Większości tragedii da się zapobiec. Nawet jeśli mielibyśmy się narazić na śmieszność, nadopiekuńczość, histerię i czarnowidztwo to warto zawalczyć i przerwać myśl ku końcowi. Samobójcy, tragiczni samotnicy nie wierzą, że jest  z ich sytuacji jest wyjście, że warto jeszcze zawalczyć, poczekać, zadziałać. Zasklepieni w żalu za bliską osobą, przyparci do dna dożywotnim zadłużeniem, z komornikiem na karku i raną w sercu, nie mają sił i pomysłu na dalsze życie. To prawda, że żadna terapia nie ożywi zmarłej żony, męża, nie spłaci długów, nie wyleczy z ciężkiej choroby, nie zbuduje domu, nie uszczelni dachu. Jednak zawierzenie kłopotów specjaliście może pomóc ( i pomaga!) w podniesieniu się, wyjściu z marazmu i beznadziei. Pozytywne wsparcie to podstawa do zrobienia pierwszego kroku w stronę zmian. Hiob był tylko jeden i wystarczy.  Nie ma sytuacji bez wyjścia, nikt nie jest  nieszczęsną wyspą pośród radosnych szczęśliwców. Gigantyczny problem widziany innymi oczami może stać się kłopocikiem, z którym można się uporać. Nie bójmy przyznać się do słabości i poprosić o pomoc. Na przekór przeciwnościom, na przekór złym myślom zadbajmy o siebie, każdy jest wyjątkowy i wartościowy i po prostu na to zasługuje.

Jacek Linka Pawłowski